Ech książki, książki…

Ech książki, książki…

Właśnie to uwielbiam w czytaniu – w każdej książce odkrywam jakiś drobiazg, który skłania do przeczytania następnej pozycji, a tam znów jest coś, co prowadzi do kolejnej. I tak w postępie geometrycznym – bez końca i żadnej innej motywacji prócz czystej przyjemności.

Mary Ann Shaffer “Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”

No i jak się z tym nie zgodzić? Ja sama już jakiś czas temu pisałam o tym, że książki wciągają mnie w jakąś magiczną grę. Jedna pokazuje inną, druga mottem sugeruje do czego powinnam sięgnąć, kolejna rzuca mnie daleko daleko w inne rewiry, po czym wracam na znajome wody. Książki są magiczne. Zawsze tak twierdziłam i zawsze twierdzić będę!

A jeśli już jestem przy książkach to liczba na stosiku do przeczytania ciągle wzrasta. Dzisiaj doliczyłam się około czterdziestu pozycji, które są w kolejce na tak zwane JUŻ.

Czeka Zusak ze “Złodziejką książek”, Golden z “Wyznaniami Gejszy”, McEwan z “Pokutą”, Hrabal z “Pociągami…”, Tyrmand ze “Złym”, Grahame z “O czym szumią wierzby” (w oryginale), Austen z “Perswazjami” i “Dziwnymi losami Jane Eyre”, Bronte z “Rozważną i romantyczną”, Calderon de la Barca z “Księciem niezłomnym”, Bukowski z “Hollywood” i tak dalej, i tak dalej…

Na razie na tapetę powróciło kilka książek, które gdzieś, kiedyś zaczęłam i nigdy nie miałam siły, motywacji, chęci albo najczęściej czasu, żeby je skończyć. Dlatego też ponownie podeszłam to tematu łuskania fasoli i z wielką radością trzymam w rękach powieść Myśliwskiego; dorwałam też w taniej książce za UWAGA UWAGA! 8,70zł “Musimy porozmawiać o Kevinie”, które kiedyś zaczęłam, a potem już nie mogłam znaleźć w żadnej bibliotece; próbuję zmęczyć Conrada i “Jądro ciemności”, ale jakoś mi nie idzie, zresztą jak wszystkie książki tegoż autora. Znalazłoby się jeszcze kilka innych zaczętych pozycji, ale myślę, że będę o nich wspominać na bieżąco.

Na razie zabieram się za nadganianie lektur, szukam jakiejś konkretnej pracy, przygotowuję się do bycia mamą chrzestną Tymona i jeszcze parę rzeczy ;)

Tymczasem! :)

“Kasika Mowka” Katarzyna T. Nowak

“Kasika Mowka” Katarzyna T. Nowak

Na tę książeczkę czaiłam się już od jakiegoś czasu, aż w końcu dostrzegłam na półce bibliotecznej, że ktoś wreszcie ją oddał i czym prędzej złapałam w swoje ręce. To jedna z tych tak zwanych “godzinnych” książeczek, które otwieramy i zamykamy tylko raz. Niecałe 120 stron, w dodatku wydanie ma fajną, sporą czcionkę, która zdecydowanie nie męczy wzroku.

Często po tak krótkich książkach mam wrażenie niedosytu. Wydaje mi się, że autorzy nie wyczerpali tematu, że można było coś więcej dodać. W przypadku “Kasiki Mowki” nie mam w ogóle takiego odczucia. Wręcz przeciwnie. Katarzyna T. Nowak w sposób oszczędny i paradoksalnie bogaty oddała całą sytuację głównej bohaterki. Powiedziała dokładnie tyle, ile powinno było się powiedzieć.

Kasika Mowka to mała dziewczynka wychowywana tylko przez babcię. Już w wieku 3 lat dziewczynka czyta i pisze, 7 lat później robi maturę. W czasie swojego krótkiego jeszcze życia zapisuje grube zeszyty opowiadaniami, powieściami, cytatami. Babcia jest z niej dumna. To właśnie ona przygotowała Kasikę do takiego życia. Udostępniła dziecku bibliotekę, odcięła je od rówieśników i stworzyła dziewczynce dzieciństwo pod kloszem. Kasika zna definicje z encyklopedii większości rzeczy, a nie potrafi zawiązać swoich butów. Przeczytała wszystkie książki, a nie potrafi ukroić kromki chleba.

Najsmutniejsze w tej książce jest to, że Kasika pragnie tej zwykłej normalności. Sama, po kryjomu uczy się wiązać sznurówki, pragnie kontaktu z rówieśnikami. Niestety w pewnym momencie jest już za późno, żeby Kasika potrafiła normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Dziewczynka staje się oschła, bezwzględna, podła. Nie szanuje innych ludzi, w tym także swojej babci. Za nadopiekuńczość, którą serwowała jej babcia, ta odpłaca nienawiścią.

Doskonała książka dla tych ludzi, którzy próbują ze swoich dzieci zrobić geniuszy, odciąć od zła tego świata, zabezpieczyć kloszem. Ta książeczka pokazuje jak bardzo trzeba wyważać swoje zachowania, szukać złotego środka w wychowaniu, pobudzać i inspirować do nauki, ale pozwalać też na normalne, zwykłe dzieciństwo.

Często sama jestem świadkiem różnych zachowań rodziców, opiekunów dzieci i często dziwi mnie ich zachowanie. Ciągłe ganienie dzieci, żeby nie biegały, żeby się nie pobrudziły w piaskownicy, żeby się nie wspinały, nie zjeżdżały, nie kopały dołków, nie zrywały trawy itd. Czasem w ciągu kilkunastu minut z ust jednego rodzica słyszę kilkanaście “nie rób…”. Zastanawiam się wtedy co tak naprawdę to dziecko może robić, co nie będzie przeszkadzało rodzicowi?
Przypomniała mi się historia, której byłam świadkiem już ponad rok temu, kiedy siedziałyśmy w Pizzy Hut z koleżanką. Przed nami siedziała para z dzieckiem. Ludzie w młodym wieku, zadbani, eleganccy. Była z nimi ich córka, na oko 4-latka, trzpiotowata, wesoła, jak większość dziewczynek w jej wieku. Dziecko skakało z małego schodka, biegało, podskakiwało. Co chwile jedno z rodziców ganiło ją za to. W pewnym momencie widać było, że dziecko jest nieco zdezorientowane. Zaczęło się bawić w okolicach stolika. Nie wiem jaka była przyczyna wściekłości rodziców, bo ja sama nic nie zauważyłam, a siedziałam naprzeciwko i patrzyłam na nich non stop, ale w pewnym momencie zaczęli na dziewczynkę krzyczeć, próbowali ją usadzić przy stoliku właściwie siłą. Dziecko zapłakane siadło na podłodze i się zsikało pod siebie. Jej ojciec wtedy krzycząc kazał jej zostać na tej podłodze, bo cytuję “jak zachowuje się jak pies to ma siedzieć tam gdzie siedzą psy, czyli na podłodze”. Po chwili zabrali dziecko i wyszli w furii. Przyznaję, że nigdy żadne z zachowań ludzi wobec dzieci nie zszokowało mnie bardziej.  Dziewczynka ewidentnie zrobiła siku z nerwów, a jej rodzice jeszcze bardziej ten stan pogłębili. Tacy ludzie nie powinni mieć dzieci, ba! nie powinni mieć nawet psa czy kota. Niestety unieszczęśliwiają swoje dziecko i prawdopodobnie nic się w tej kwestii nie zmieni.
Zastanawiałam się potem jak bardzo wyobcowana potem będzie ta dziewczynka, jak będzie funkcjonować w społeczeństwie, kiedy jej rodzice traktują ją w tak straszny sposób.

Ostatnio często zastanawiam się nad sposobami wychowania dzieci, czytam, obserwuję, staram się pewne rzeczy przemyśleć. Wychowanie dziecka to niezwykła odpowiedzialność. Zdaje sobie sprawę, że pokazanie mu właściwie wszystkiego zależy ode mnie. Nauczenie co jest dobre, a co złe, zachęcanie go do pewnych rzeczy, inspirowanie, a przy tym zachowanie zdrowej granicy i pozwolenie mu na niezależność, poznawanie świata na własną rękę. Czasem mam wrażenie, że nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć, że taki mały człowiek jest tak wielkim wyzwaniem, że nie dam sobie rady. Mam nadzieję jednak, że mimo wszystko moje obawy się rozwieją i sobie poradzę!

A “Kasikę Mowkę” polecam!!!

Postaw się na wiosnę!

Postaw się na wiosnę!

A dzisiaj zupełnie nieliteracko, niemuzycznie, niefilmowo. Dzisiaj akcyjno-fotograficznie, no i wiosennie oczywiście :)

1 kwietnia 2011r. na Placu Artystów w Kielcach, od godziny 10:00 do 18:00 będzie się kręciło wieeeelu fotografów, którzy każdemu chętnie zrobią zdjęcie. Pokażemy, że Kielczanie to ludzie z dystansem do siebie i wielkim poczuciem humoru. Każdy, kto będzie chciał wziąć udział w tej akcji będzie mógł skorzystać z akcesoriów przygotowanych na tę okazję: czapek, peruk, okularów itd.

Wykonane w tym dniu zdjęcia trafią później na http://postawsienawiosne.blogspot.com.

Akcję patronatem objęła: Gazeta Wyborcza, Portal Najlepszewesele.pl, Portal Swietokrzyskie.org.

Plakat wykonała ja :)

Zapraszamy!!! :D

Żar – Sándor Márai

Żar – Sándor Márai

Po czterdziestu jeden latach spotykają się przyjaciele z młodości. Dwóch mężczyzn – Węgier i Polak.
Zaprzyjaźnili się ze sobą będąc małymi chłopcami i od tamtej pory byli nierozłączni. Razem dojrzewali, razem kształcili się na żołnierzy, uprawiali sporty, dyskutowali. Polak był częstym gościem, o ile nie mieszkańcem posiadłości Węgra. Wszyscy traktowali go jak rodzinę. Nawet później, kiedy Węgier ożenił się z piękną Krystyną, pozostali blisko siebie. Pewnego dnia Polak jednak uciekł bez słowa pożegnania. Przez czterdzieści jeden lat żyli bez kontaktu. Dopiero w ostatnich latach ich życia tajemnica ma zostać wyjaśniona.

Przyjaźń męska to coś niezwykłego. Mężczyźni są w przyjaźni bezinteresowni, są w stanie zrobić niemal wszystko dla tego drugiego, jeśli jest w potrzebie. Ba! Mężczyźni potrafią dać sobie po gębie, po czym pójdą razem na wódkę. Tego nie spotyka się u kobiet, albo zdarza się to niezwykle rzadko. Mężczyźni potrafią być bardziej lojalni w przyjaźni niż my.

“Żar” jest opowieścią o męskiej przyjaźni, o uczuciach jakie targają ludzi, którzy wychowali się ze sobą, a potem rozłączyła ich kobieta. Jest też opowieścią o tym jak mogą wpływać różnice społeczne na postrzeganie owej przyjaźni i do czego może posunąć się zdesperowany, zazdrosny człowiek.

Mimo niewielkiej objętości ta książka to skarbnica myśli człowieka u schyłku życia, który całe życie czeka na wyjaśnienie, na odpowiedź na dwa nurtujące go pytania. To swoistego rodzaju spowiedź kogoś kto jest najbardziej samotny na świecie, bo opuścili go najbliżsi sercu ludzie.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na piękno języka jakim posługuje się autor. Niektóre myśli są tak idealnie wyważone, że aż się proszą aby wpisać je do zeszytu i delektować się nimi jeszcze długo po skończonej lekturze. Język niby surowy, a mimo to piękny w swej prostocie, w idealnym dopasowaniu do tematu, do emocji.

Zdecydowanie polecam!

Wielki Gatsby – Francis Scott Fitzgerald

Wielki Gatsby – Francis Scott Fitzgerald

Powieść Francisa Scotta Fitzgeralda “Wielki Gatsby” wydana w 1925 roku znalazła się na liście stu książek, które należy przeczytać według BBC. Jest to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy sięgają do klasyki literatury.

Akcja powieści rozgrywa się w latach 20. XX wieku w Nowym Jorku i na jego obrzeżach. W dziejach Ameryki ten okres to czas prohibicji, upadku moralnego, rozwoju przestępczości, ale także czas wielkiego rozwoju gospodarczego. Fitzgerald w klimat tej epoki wplata wątek swego bohatera – Jaya Gatsby’ego. Kim jest Gatsby? Tego do końca nikt nie wie. Słyszano o nim, że był na Oxfordzie, że kogoś zabił, że był na wojnie, że nie ma rodziców, że bierze udział w szemranych interesach. Nikt nie wie o nim niczego na pewno.

Środowisko jakie ukazuje Fitzgerald w swojej najsłynniejszej książce to środowisko ludzi bogatych, których jedynym celem jest dobra zabawa za duże pieniądze. Szukają wielkich wrażeń kosztem uczuć innych, są egoistami.

Tom i Daisy są małżeństwem od kilku lat. Oboje prowadzą gierki oszukując się wzajemnie. Tom ma romans z niejaką Myrtle Wilson, Daisy wplątuje się w igraszkę uczuciową z Gatsbym, który kiedyś, przed laty, jako biedny chłopak zabiegał o jej względy. Gatsby zyskuje uznanie w oczach innych w momencie, kiedy ma tyle pieniędzy, by kupić piękny dom, wydawać raz w tygodniu przyjęcia dla elit, jeździć nowym samochodem. Daisy, która kilka lat wcześniej odrzuciła jego konkury, teraz kiedy wyczuwa pieniądz, jest w stanie dla niego porzucić rodzinę, męża.

Niestety wszystkie wydarzenia nieszczęśliwie się splatają prowadząc do tragedii osób najmniej winnych, ale dzięki temu wychodzi na jaw jaką moralność mają ludzie z elit, co nimi kieruje, jak bardzo są bezwzględni.

“Wielki Gatsby” to powieść ponadczasowa. Zachowania ukazane w niej były i będą zawsze. Jest to bardzo smutny obraz znieczulicy i materializmu, ale niestety też bardzo prawdziwy.
Takich jak Gatsby są tysiące i może ich spotkać podobny los, tylko dlatego, że są pionkami w grze bogatszych i bardziej bezwzględnych ludzi.

Szklany klosz – Sylvia Plath

Szklany klosz – Sylvia Plath

Na takie książki czeka się miesiącami. Leżą na półkach w domach, w księgarniach, bibliotekach. Są zupełnie niezauważane.  Aż któregoś dnia nadchodzi ich dzień i odkrywamy je przypadkiem. Początkowo nie sprawiają wrażenia zbytnio interesujących, zaczynamy je z dystansem. Czytamy chwilkę, patrzymy na zegarek i z niedowierzaniem zauważamy, że minęła już godzina od kiedy zaczęliśmy. Patrzymy na ilość stron, które są już za nami i okazuje się, że jest ich ileś-dziesiąt o ile już nie przekroczyliśmy setki. Nagle okazuje się, że nie ma ważniejszych rzeczy do zrobienia w domu, nie musimy posprzątać pokoju, nie musimy nic zrobić poza dorobieniem wielkiego kubka herbaty z miodem i cytryną i czytaniem dalej.

„Szklany klosz” złapał mnie w swoje objęcia i nie puścił aż do końca. Znalazłam się pod nim razem z Esther – główną bohaterką. Jej życie to właśnie tkwienie pod kloszem, który szklanymi ścianami zniekształca postrzeganie rzeczywistości.

Esther – młoda studentka college’u odbywa wraz z jedenastoma pozostałymi uczennicami praktykę w znanym piśmie kobiecym. Ma wielkie ambicje, składa aplikacje na kursy pisania, chce zostać poetką, zajmować się literaturą. Czas praktyk to czas, kiedy młoda dziewczyna poznaje wielki świat, bankiety, przyjęcia. Mimo początkowych porażek odnajduje się w nowej rzeczywistości. Kiedy okazuje się, że nie dostała się na wakacyjne kursy jest zmuszona by wrócić do rodzinnego domu, do matki z którą nie ma zbyt dobrego kontaktu. Wtedy w jej głowie rodzi się tysiąc pomysłów na życie, na osiągnięcie sukcesu. Postanawia napisać powieść. Okazuje się jednak, że ktoś taki jak ona, bez większych doświadczeń życiowych, tak naprawdę nie ma o czym pisać. Pojawiają się frustracje, brak snu, brak łaknienia, aż w końcu szklany klosz przykrywa Esther w całości. Zaczynają się myśli i próby samobójcze, aż w końcu dziewczyna trafia do szpitala psychiatrycznego.

Niejeden z nas myśli o swoim życiu podobnie jak Esther. Żyjemy z przekonaniem, że nasze czyny zamienia się w coś wyjątkowego, że mamy cel do którego dążymy, że osiągniemy sukces. Jedni chcą zostać pisarzami, inni znanymi aktorami czy lekarzami. W zderzeniu z rzeczywistością jednak okazuje się, że Ci, którzy chcą napisać wielką powieść nie siadają nawet do maszyny do pisania. Ci, którzy chcą być aktorami mają złą wymowę i krępuje ich publiczność, a Ci, którzy chcą być lekarzami nie znoszą chemii i biologii i mdleją na widok krwi. Okazuje się, że większość z nas będzie tylko częścią szarego tłumu, którego tak bardzo się boimy.

„Szklany klosz” uznawany jest za żelazną pozycję literatury feministycznej. Mężczyźni w tej książce pojawiają się rzadziej niż kobiety i nigdy nie wprowadzają dobra. Nawet ojciec Esther, który dla niej był czuły i ciepły, przez jej matkę uznawany był za nierozsądnego człowieka i nawet po śmierci żywiła do niego żal.
To bardzo kobieca książka, o jednej kobiecie, o wielu kobietach, o nieudanych relacjach z mężczyznami.

Dla mnie pozycja z najwyższej półki. Napisana świetnym językiem, wciągająca, dająca do myślenia.

Dodatkowym plusem o którym chcę wspomnieć jest wydanie „Szklanego klosza” przez Wydawnictwo Literackie. Rzadko zwracam uwagę na formę w jakiej dostaję książkę. Nie patrzę na grubość i kolor papieru, na czcionkę, na interlinię. W tym przypadku nie mogłam nie zwrócić na to uwagi. Książka liczy około 340 stron. Prawdopodobnie gdyby została wydana inaczej nie przeczytałabym jej tak szybko i bez większego wysiłku. Bardzo często zdarza się tak, że mimo iż mam ochotę czytać dalej, mój zmęczony wzrok na to nie pozwala. Wydawnictwo Literackie zadbało o  taki odcień papieru i taką czcionkę, że niemal w ogóle nie „poczułam w oczach” ilości stron. Mogłam czytać ją bez odrywania co nie zdarza się często. Myślę, że dzięki temu wydaniu będę częściej sięgała po pozycję z WL.

Przystanek Woodstock. Historia najpiękniejszego festiwalu świata – Jan Skaradziński, Jurek Owsiak

Przystanek Woodstock. Historia najpiękniejszego festiwalu świata – Jan Skaradziński, Jurek Owsiak

Jan Skaradziński - dziennikarz muzyczny, autor książek: “Dżem – ballada o dziwnym zespole”, “Rysiek”, współautor “Encyklopedii polskiego rocka” (drugi autor – Leszek Gnoiński) przez kilka miesięcy prowadził rozmowy z Jurkiem Owsiakiem o Przystanku Woodstock. Z rozmów tych powstała obszerna książka opowiadająca historię “najpiękniejszego festiwalu świata” okraszona setkami zdjęć i wypowiedziami artystów występujących na Przystankach.

Wszystko zaczęło się w 1995 roku w Czymanowie. W połowie lipca wystartował tam pierwszy Przystanek. Kolejne lata przynosiły różne zmiany. Przystanek wędrował najpierw do Szczecina, później do Żar, chwilowo zatrzymał się w Lęborku (nie przypominał też wtedy formą corocznego festiwalu), aż w końcu osiadł na stałe w Kostrzynie nad Odrą.

Woodstock od samego początku miał wielu zwolenników, ale także przeciwników, którzy z wielkim uporem chcieli zniszczyć wizerunek Przystanku. Co jakiś czas pojawiały się opinie, że festiwal ten to siedlisko zła, miejsce w którym legalnie sprzedaje się narkotyki, propaguje picie alkoholu i namawia do przemocy.

Dzięki “Przystankowi Woodstock” możemy dowiedzieć się w jaki sposób festiwal powstawał, jakie były z jego organizacją problemy, ale także ile radości przynosił i organizatorom i publice.

Dla mnie – człowieka, który zawsze marzył, żeby na takim festiwalu wylądować – ta książka to przedsmak tego czego mogłabym skosztować gdybym tam była. Nazwy zespołów, które już wystąpiły to część listy moich ulubionych kapel, których słuchałam od wczesnych lat młodości i których zobaczenie i posłuchanie na żywo byłoby niezwykłym przeżyciem.

Dzięki tej książce możemy także bliżej poznać samą postać Jurka Owsiaka – człowieka upartego i konsekwentnie dążącego do celu. Właśnie dzięki tym cechom udaje mu się zrobić “najpiękniejszy festiwal świata”. I oby dalej wszystko co robi wychodziło mu tak genialnie jak Woodstock!

Bardzo polecam!!!

 

Kobiety z Czerwonych Bagien – Grażyna Jeromin-Gałuszka

Kobiety z Czerwonych Bagien – Grażyna Jeromin-Gałuszka

Po prawie całym tygodniu ostrego myślenia pod tytułem “co zrobić z własnym życiem” potrzebowałam lektury w miarę lekkiej, ale nie zwykłego babskiego czytadła. W bibliotece sięgnęłam po “Kobiety z Czerwonych Bagien”, bo urzekła mnie okładka: jezioro w które wcina się drewniane molo, za jeziorem czarny las i niebo w barwach zachodzącego słońca. Tchnie od tej okładki jakiś dziwny spokój, niezakłócona niczym cisza. Okazało się, że i treść książki jest utrzymana w podobnym duchu.

“Kobiety…” to opowieść o rodzie zamieszkującym Czerwone Bagna. Jak sama nazwa utworu wskazuje jest to ród kobiet. Mężczyźni w ich domu pojawiają się rzadko i nigdy w nim nie pozostają. Przewijają się jedynie wtedy, gdy mają do odegrania jakąś rolę, rozkochują w sobie jedną z kobiet, przeżywają największą miłość swego życia i znikają w różnych okolicznościach: giną, odchodzą na wojnę, dematerializują się wśród bagien.

Wszystkie kobiety jakie rodzą się w tej rodzinie tylko raz w życiu przeżywają prawdziwą miłość. Od pierwszych chwil, kiedy patrzą na przeznaczonego im mężczyznę (czy jak mawiała ciotka Amelia – ancychrysta) wiedzą, że jest im pisany. W tej rodzinie przez niemal sto lat rodzą się tylko i wyłącznie kobiety. Wszystkie z nich wychowywane są przez niezastąpioną matkę, babkę, prababkę i praprababkę w jednym – Rozę.

Mimo że ich życie często bywa okraszane dramatami, są niezwykle silne. Ich moc tkwi w tym, że są razem.

Ja sama wychowałam się w rodzinie, gdzie kobiety stanowią przewagę pod względem liczebności. W domu byłyśmy trzy: mama, babcia i ja. Jedynym mężczyzną był dziadek. Czytając tę książkę uświadomiłam sobie, że strasznie brakuje mi tej kobiecej siły w domu. Teraz, kiedy mieszkam poza domem rodzinnym i jedynym towarzyszem w ciągu dnia jest osoba płci męskiej, widzę, że ta “babska siła” to było coś niesamowitego.

Hans.

Hans.

Dobry Hans.

Zły Hans.

Od wczoraj jest z nami Hans. Urodził się 17 grudnia. :)
Jeśli macie doświadczenie z małymi kotkami to podzielcie się nim ze mną, proszę. Jak z nimi nie postępować, jak wychowywać, żeby nie był rozpuszczony, jak czytać jego zachowania. Większość stron o kotach już przeczytałam, ale zwykle podawane są tam ogólne informacje. Mnie bardziej interesują praktyczne rady z czyjegoś doświadczenia :)

“Dziesięciu Murzynków” Agatha Christie

“Dziesięciu Murzynków” Agatha Christie

Podczas przeprowadzki wśród moich książek znalazł się egzemplarz kryminału Agathy Christie – “Dziesięciu Murzynków”. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Leżał gdzieś w stercie książek i pewnie należał jeszcze do mojego Wujka albo Mamy. Stare, podarte wydanie bez okładki, z pożółkniętymi stronami. Miałam akurat pół godziny, więc dla zabicia czasu zaczęłam czytać. Po 50 stronach przepadłam dla świata i nie mogłam się od niej oderwać.

Agatha Christie jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów, a ja nigdy wcześniej nie sięgnęłam po żadną z jej powieści. Wiele razy się do tego przymierzałam, ale zawsze było coś ważniejszego albo coś w moim mniemaniu ciekawszego do przeczytania.  Teraz wiem, że muszę to nadrobić.

“Dziesięciu Murzynków” to historia dziesięciorga ludzi przybywających na Wyspę Murzynków z zaproszenia niejakiego U. N. Owena. Ludzie Ci nie mają ze sobą nic wspólnego poza faktem, że każde z nich jest winne czyjejś śmierci za którą nie poniosło kary. Odcięta od świata wyspa staje się miejscem wyrafinowanej, genialnie zaplanowanej zbrodni.

Każdy musi odpowiedzieć za swoje czyny. Nie ma takiego przewinienia, którego nie trzeba potem odpokutować. Każdy z uczestników tej strasznej zabawy w rytm wierszyka o dziesięciu murzynkach, musi tę cenę zapłacić. Kto wymyślił ten plan? Kto jest człowiekiem wymierzającym karę?

Książka trzyma w napięciu do ostatniej strony. Nie jest przegadana, nie ma w niej zbyt wielu nużących opisów. Jest akcja, akcja, akcja i niezłe portrety psychologiczne, czyli to czego od kryminału w głównej mierze się oczekuje.

Dla miłośników powieści kryminalnych jest to pozycja obowiązkowa.

 

 

“Autostopem przez Galaktykę” Douglas Adams

“Autostopem przez Galaktykę” Douglas Adams

Na początku roku wyznaczyłam sobie listę książek, które MUSZĘ przeczytać. W większości są to utwory z listy 100 książek, które należy przeczytać przed śmiercią wg BBC i Wirtualnej Polski. Wśród nich znalazła się też między innymi pozycja Douglasa Adamsa “Autostopem przez Galaktykę”.

Przyznam, że podeszłam do niej z dystansem. Nigdy specjalnie nie fascynowały mnie książki z gatunku fantastyki i zawsze czytałam je z oporem. Ostatnio próbuję to zmienić i zapoznać się bliżej z tego typu utworami.

Myślę, że ludzie tacy jak ja, którzy nie przeżyli nigdy większego zderzenia z fantastyką, dzięki “Autostopem…” są w stanie powoli wdrożyć się w ten typ pisarstwa.

Dla mnie największe atuty tej książki to absurd i niezwykle inteligentne i cyniczne spostrzeżenia. Były momenty, kiedy Douglas Adams rozśmieszał mnie do łez, były też takie, kiedy docierała do mnie prawda o smutnej rzeczywistości.

Nie potrafię tej książki ocenić na  tle innych z tego gatunku. Może okazać się za jakiś czas, że są lepsze, śmieszniejsze, lepiej napisane, a może też być zupełnie odwrotnie. Na tę chwilę stwierdzam, że w zupełności rozumiem czemu ta książka znalazła się na liście stu książek BBC. Jestem usatysfakcjonowana lekturą. Nie uważam, żebym straciła na nią czas. Poza tym dodatkowym atutem “Autostopem…” jest to, że naprawdę szybko się ją czyta. Oprócz terminów, nazw, które mogą utrudniać lekturę, treść jest przekazana w sposób jasny i prosty.

Do przeczytania zostały mi “Piramidy” Pratchetta i “Dziecko gwiazd Atlantyda” Olszańskiej. Może po tych dwóch książkach mój gust co do fantastyki powoli zacznie się kształtować.

A u nas coraz przytulniej robi się w domu. Jeszcze parę małych dodatków i wszystko będzie miało swoje miejsce. W tym tygodniu najprawdopodobniej dołączy do nas mała kocica imieniem Hans :) W moim życiu zwierzęta chyba zawsze będą mieć imiona nie zgadzające się z ich płcią. Królica – Felek, a teraz kocica – Hans. Jak tylko do nas trafi zrobię jej na pewno kilka zdjęć i Wam pokażę :)

 

“Kłopoty to męska specjalność” Charles Bukowski

“Kłopoty to męska specjalność” Charles Bukowski

Dosłownie 5 minut temu skończyłam czytać kolejną książkę Charlesa Bukowskiego. Tym razem padło na “Kłopoty to męska specjalność”. Jest to zbiór opowiadań poruszających tematy typowe dla Bukowskiego – seks, pijaństwo, wyścigi konne. Czytając “Kobiety” – najlepszą powieść Bukowskiego jako pierwszą, nastawiłam się na ten sam poziom prozy. Niestety opowiadania nie zachwyciły mnie tak bardzo, a szkoda.

Bukowskiego zatem powinno się czytać w innej niż ja kolejności. “Kobiety” zdecydowanie powinny być wisienką na torcie, a nie początkiem przygody z jego prozą.

W opowiadaniach często przewijają się motywy znane z innych powieści. Niektóre nawet zdają się być takie same. Jedyną rzeczą zmienioną są imiona czy nazwy miejsc w których dzieje się ich akcja. Czytanie kilku książek Bukowskiego z rzędu powoduje jedynie to, że historie zlewają się w jedną, wielką całość. Toteż powieści tego autora najlepiej czytać w odstępach, wracać do niego co jakiś czas i “delektować się” jego sposobem życia: hulankami czy przygodnymi miłostkami.

Do Bukowskiego wrócę na pewno, ale nie teraz. Odczekam jakiś czas, aż nadejdzie głód na “starego świntucha”. Na razie jednak skupiam się na innych rzeczach: fantastyce w wykonaniu Pratchetta, powieści “Dziecko Gwiazd Atlantyda” Michaliny Olszańskiej i mojej starej, dobrej klasyce.

I już niebawem wrzucę zdjęcia biblioteczki i mieszkania :D

 

 

 

Conn Iggulden – Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci

Conn Iggulden – Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci

Moi Mili, słyszeliście już opowieści o duszkach, krasnalach, wróżkach i innych niezwykłych stworzeniach, ale czy słyszeliście kiedyś o Tolinach? Nie? To ja Wam opowiem…

Daleko, w odległym Szerłudkowie, wśród lasów, kwiatów i traw żyją sobie małe stworki ze skrzydełkami. Wyglądają zupełnie jak ludzie, ale wzrostem nie przewyższają Waszego małego paluszka u ręki. Mają malutkie kamizelki, miniaturowe spodenki i maciupeńkie buciki. Na plecach wyrastają im skrzydełka, dzięki którym mogą szybko przenosić się z miejsca na miejsce.
Bardzo nie lubią, kiedy myli się je z duszkami. Duszki bowiem są znacznie od nich mniejsze i nie potrafią zaśpiewać dźwięku his, a to przecież ogromna różnica!

Toliny są niewidzialne dla ludzkiego oka. Można je jednak dostrzec, kiedy zwykłe szkła w okularach zamieni się na niebieskie. Wtedy to możecie zobaczyć Toliny odpoczywające na kwiatach, skaczące wśród ździebeł trawy albo fruwające dookoła Was.

Pewnie tego jeszcze nie wiecie, ale kiedyś fajerwerki nie były kolorowe, a farby miały tylko białą barwę. Wszystko zmieniło się dzięki Tolinom. Te niezwykłe stworzonka posiadają niebywałą właściwość: ich ciała pokryte są magicznym pyłem, który barwi różne rzeczy. Jeśli dodamy go do fajerwerków wtedy mienią się na niebie kolorami tęczy, a kiedy dodamy go do farby powstają odcienie od najjaśniejszej żółci aż po najciemniejszy granat.
Oczywiście nie tylko to jest zasługą Tolinów. Gdyby nie to, że jeden z nich przeciął ogonek wiszącemu na gałęzi jabłku, Isaac Newton prawdopodobnie nigdy nie odkryłby prawa grawitacji.
Ach, aż strach pomyśleć co by to było gdyby Toliny nam nie pomogły… Fajerwerki byłyby szare, farby białe i nikt nie wiedziałby o grawitacji!

Wśród gromady żyjącej w Szerłudkowie jest jeden młody Tolin o którym chciałabym Wam poczytać. Ma na imię Iskrzak i jest bardzo ciekawskim, sympatycznym stworzeniem. Na pewno spodobają się Wam jego przygody, a ma ich mnóstwo.

Otwieram książkę pełną wystrzałowych opowieści. Kto chce posłuchać?

A teraz zawołajcie na chwilkę swoich rodziców.

Drogie Mamy i drodzy Tatowie, pamiętacie na pewno baśnie, które czytali Wam Wasi Rodzice, kiedy byliście mali. Było tam wiele niezwykłych stworzeń, których czyny czegoś ważnego Was uczyły. Dobro walczyło ze złem i zawsze wygrywało. Prawda górowała nad kłamstwem, a źli ludzie ponosili karę za swe działania. Po burzach nastawał czas harmonii.
Pamiętacie na pewno jak po skończonej bajce Wasze Mamy przykrywały Was kołderką, całowały w czółko na dobranoc i zostawiały Was z niezwykłymi obrazami pod powiekami.
Na pewno chcielibyście, żeby i Wasze pociechy śniły o magicznym świecie pełnym dobrych duszków. Weźcie zatem do ręki czerwoną książkę z małym Tolinem w słoiku na okładce. Otwórzcie ją i poczytajcie Waszemu Synkowi lub Córeczce. Sprawcie, żeby Wasze dziecko przeniosło się do magicznej krainy, nadajcie kolorów wyobrażonym obrazom, pokażcie co jest dobrem, a co złem. Ucałujcie dziecko na dobranoc i zostawcie w świecie Tolinów. Zapewniam Was, że to będzie jedna z najpiękniejszych podróży jakie Wasze pociechy przeżyją – podróż do własnej wyobraźni.

 

[dla portalu lubimyczytac.pl i Wydawnictwa Świat Książki]

“Jesteś – a więc musisz minąć”

“Jesteś – a więc musisz minąć”

Wróciłam z Wrocławia.
Jestem dziwnie rozbita, chociaż nie powinnam być. Może to zmęczenie. Nie wiem.
Mam wrażenie, że coś przegapiłam. Przespałam jakiś moment, albo miałam jakąś pomroczność.  Wiem z doświadczenia, że te pomroczności u mnie czasem występują i nie są dobre.
Analizuję ostatni czas. Zastanawiam się czy dobrze robię.

Chciałabym czegoś pewnego, czegoś nie do zburzenia. Wszystko co miałam od losu mijało, mimo że chciałam żeby trwało wiecznie. Nie łudzę się już tymi “na zawsze”, “na wieczność”. Co jest to minie. Pytanie: jak bardzo mnie to zaboli, kiedy się skończy. Mało optymistyczne, ale ja chyba nie umiem patrzeć na życie przez różowe okulary. Zdarzają mi się przebłyski, ale rzadko.

Słucham Łucji Prus. Pięknie śpiewa. Pięknie rozdziera ciemność i ciszę pokoju.

Zbliżają się Święta. Czuję już w domu ich atmosferę. Czuję zapach suszonych grzybów. Mama krząta się po kuchni. Dom lśni. Meble pachną lasem. Jest ciepło i przytulnie.

Chciałabym, żeby ten czas, świąteczny i poświąteczny, aż do końca roku, był czasem zamknięcia pewnych spraw, podjęcia pewnych decyzji. Jeśli mam wejść w 2011 rok to albo na starych zasadach bez szans na zmiany, albo na zupełnie nowych, innych.

Wiem czego chcę.

Nic dwa razy sie nie zdarza
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodzilismy sie bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
Najlepszymi w szkole świata,
Nie bedziemy repetować
Żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień sie nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy,
Dwóch tych samych pocałunków,
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
Ktos wymówił przy mnie głośno,
Tak mi było, jakby róża
Przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
Odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty sie, zła godzino,
Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś- a więc musisz minąć.
Miniesz- a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, wpółobjęci,
Spróbujemy szukać zgody,
Choć różnimy sie od siebie,
Jak dwie krople czystej wody.

W. Szymborska “Nic dwa razy”.