Chlebuś

Otóż dzisiaj będzie zupełnie z innej beczki. Zapewne Ci, którzy znają moje zdolności kulinarne padną z wrażenia, dostaną zawału, albo coś w tym guście. Inni pewnie będą mniej zaskoczeni. Otóż kilka dni temu… UPIEKŁAM CHLEB. I nie tam jakimiś maszynami czy urządzeniami chlebotwórczymi. Wzięłam swoją własną łapę i wyrobiłam chleb 🙂

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się, że będzie to takie fajne zajęcia, a efekty tak bardzo mnie zaskoczą, że będę chciała robić to częściej.

Podaję składniki gdyby ktoś był zainteresowany:

  • 1/2 kg mąki (jak kto woli, ja wzięłam pszenną, bo taką miałam, ale niedługo potuptam do sklepu po jakąś inną, można też użyć skrobi bezglutenowej)
  • 400ml mleka (ciepłego)
  • paczka suszonych drożdży
  • łyżeczka soli
  • jedno jajko
  • dodatki: siemię lniane, pestki dyni, ziarenka słonecznika, płatki owsiane, kminek, majeranek, zioła prowansalskie, otręby, jak kto woli… 🙂

    Wszystko wsypujemy do miski i wyrabiamy takie dość lepkie ciasto około pół godziny. Ręka boli potem ja nie wiem co, ale efekty są tego warte :). Potem odstawiamy na godzinkę przykryte ściereczką w jakieś ciepłe miejsce. Po upływie godzinki wyrabiamy jeszcze raz, troszkę krócej, bo około 10 minut. Wkładamy do formy wysmarowanej margaryną i odstawiamy znowu do ciepłego miejsca na 15 minut. Piecyk rozgrzewamy do 220 stopni i wstawiamy chlebuś na jakieś 25-35 minut (w zależności od piecyka, trzeba patyczkiem sprawdzać czy jest już upieczone).
    I tym oto sposobem upiekłam swój pierwszy w życiu chleb. Na poniższych zdjęciach moje dzieło w mojej „niebowej” kuchni 🙂


Reklamy

9 thoughts on “Chlebuś

    • Mnie bardzo smakuje 🙂 I bardzo się zdziwiłam, bo myślałam, że taki chleb bez dodatku żadnych konserwantów zeschnie się w niewyobrażalnym tempie, a tu po 3 dniach był lepszy niż te sklepowe! 🙂 Jestem w szoku 🙂

  1. Jejku. Szkoda, że nie mam kompletnie cierpliwości do gotowania, pieczenia i całego tego kuchennego rozgardiaszu, bo bym pokusiła się o stworzenie własnoręcznego chlebusia.
    Niestety z powodu lenistwa i niecierpliwości będę musiała się nadal żywić piekarnianymi dziełami, chociaż Twój wygląda tak smakowicie!

    Pozdrawiam.

    • Ja nosiłam się z zamiarem upieczenia chleba już co najmniej kilkanaście miesięcy i lenistwo wygrywało, ale w końcu się udało. Dla zachęty dodam, że wysiłek naprawdę się opłaca 🙂

      Pozdrawiam.

  2. jestem pod wrażeniem :). Naprawdę pół godziny to trzeba ugniatać? … przydałby się taki stojak na książkę, to może i bym się zdecydowała 🙂
    Kusisz , kusisz, tym bardziej, że w sklepach coraz gorsze pieczywo 😦
    p.s wczoraj dowiedziałam się, że na jajkach są takie cyfry, 0 to najlepsze, a u mnie w lodówce 20 sztuk z cyfrą 3. Czyli te najgorsze jakościowo. Ach, nawet nie chcę wiedzieć co w sklepowych chlebach jest.

    Jak tam Kapuściński? Kiedy recenzja? 🙂
    Pozdrawiam z zasypanego śniegiem południa.

    • W takiej sytuacji dobre chyba będą audiobooki 🙂 wyrabiam i słucham 🙂 muszę spróbować.
      To widzę, że chyba oglądałaś Dzień Dobry TVN 🙂 ja kiedyś słyszałam o tych numerach na jajkach, ale puściłam mimo uszu, bo myślałam, że to jakaś bujda. A tu okazuje się, że jednak nie. Chyba zacznę przywiązywać wagę do tego co kupuję 🙂

      Kapuściński mi idzie jakoś dziwnie wolno, czytam go z doskoku, więc może dlatego, ale niewątpliwie książka jest ciekawa i wzbudza we mnie dużo przeróżnych myśli. A Tobie jak idzie? I jak Ci się podoba? 🙂

      Pozdrowienia ze straszliwie zasypane miasta (a już myślałam, że będzie wiosna :()

      • tak, o jajkach w Dzień Dobry TVN usłyszałam (czasem ich słucham robiąc śniadanie). Słyszałam też mnóstwo innych rzeczy o naszym polskim jedzeniu i to z ust ordynatora jednego ze szpitali – koszmar, najważniejsze to nie jeść w ciąży kurczaków !!!! Zapamiętaj 🙂 Szczególnie w pierwszym trymestrze.

        Co do Kapuścińskiego zostało mi ostatnie 80 stron. To nie był dla mnie dobry czas na tę książkę … zawiódł mnie przyjaciel, i patrzę na Domosławskiego jak na wroga. Tak nie wyraża się przyjaciel o przyjacielu. Rozumiem, że biografia to biografia, ale mam wrażenie, że Domosławski chciał wytknąć wszystko co się tylko dało. Każde piękne słowa (choćby te cytowane w książce przez innych przyjaciół Kapuścińskiego), on kontruje, podważa, próbuje zgnieść jak mrówkę na betonie. Nie podoba mi się to … ja bardzo dziękuję za takiego przyjaciela 😦

        Jestem tą książką zmęczona. Chcę już ją skończyć. Nawet nie wiem, czy mam siły o niej pisać … może tylko kilka słów. Recenzję obszerną sobie podaruję.
        Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s