Ono…

„Ono” Doroty Terakowskiej i „Ono” Małgosi Szumowskiej. „Ono” matki i „Ono” córki.

Dwie historie, które wychodzą z jednego źródła ale podążają w dwóch innych kierunkach. Co je łączy? Bohaterka – Ewa, która zachodzi w ciążę, Ono i niezwykle wrażliwy na muzykę ojciec. Różnic jest natomiast znacznie więcej.

Każda z autorek interpretuje temat rodziny i niechcianej ciąży w inny sposób. U Terakowskiej rodzina jest według mnie patologiczna. Matka Ewy wprowadza do domu chorobliwą atmosferę. Liczy się tylko pieniądz. Zaślepiona ekranem telewizora nie widzi co wokół siebie ma i ile zła wyrządza swoim egoizmem. Książkowa Ewa uczy się kochać, bo sama nie zaznała nigdy miłości. Ono staje się powodem do zobaczenia świata na nowo, nauki miłości do wszystkiego co ją otacza. Ewa filmowa natomiast żyje w rodzinie dziwnej, obcej, ale nie tak przerażającej jak ta w książce. Tutaj tez panuje obcość w relacjach matka – córka, ale nie jest ona aż tak straszna jak u Terakowskiej.

Kiedy czytałam „Ono” krzyczało we mnie wszystko w środku: jak można doprowadzić do takiego stanu rzeczy? Jak można być sobie tak bardzo obcym wśród najbliższych ludzi? Nie rozumiem tych relacji, mimo że wiem, że wiele rodzin żyje według bardzo podobnego a nawet gorszego schematu.

Niezwykła jest postać książkowej matki – kobiety zimnej, zapatrzonej w siebie. Przerażające, że własnym egoizmem pozbawia marzeń najbliższych ludzi. Jest tylko jedno dobro – pieniądz. Dla niego można stracić honor, wyrzec się tego co się kocha. Chore.

Film natomiast jest dużo cieplejszy, Ewa bardziej uśmiechnięta. Małgosia Szumowska pokazuje rodzinę normalniejszą. Postać matki zostaje ledwie zakreślona. Nie ma tutaj tak obszernego portretu psychologicznego jaki jest w książce. No ale też nie ma się co temu dziwić. W końcu mamy do czynienia z zupełnie inną materią. Papier podobno wszystko przyjmie a film to czas, czas, czas.

Ciekawie było zapoznać się w jednym czasie i z książką i z filmem, porównać te dwa spojrzenia, poznać dwie różne historie. Na ten temat można by napisać jeszcze wiele książek i nakręcić wiele filmów. Każdy z nas mógłby zinterpretować to na własny sposób, a każda z tych interpretacji uwarunkowana byłaby tym gdzie się wychowaliśmy, jak patrzymy na świat, czy mamy wsparcie w rodzinie.

Ciekawi mnie dlaczego obraz Terakowskiej jest bardziej pesymistyczny od tego Szumowskiej? Czy dlatego, że dzieliła je różnica pokoleń i matka przeżyła i widziała więcej niż córka? Czy dlatego, że w młodym wieku widzimy świat różowiej niż mamy jeszcze więcej wiary w dobro?

Jest jeszcze ostatnia kwestia, która wydała mi się ciekawa podczas zapoznawania się z podwójnym „Ono”. Zakończenie filmu i zakończenie książki są w pewien sposób niejasne. To, że Terakowska kończy książki pozostawiając nam pole do ruszenia wyobraźnią ( a przynajmniej „Poczwarka” według mnie się tak skończyła), to wiedziałam. Spodobało mi się natomiast, że jej córka też w ten sposób zakończyła film. Historia toczy się dalej w nas i to jest fajne. I to też powoduje, że można powiedzieć, że niedaleko spada jabłko od jabłoni, oczywiście w jak najbardziej pozytywnym sensie.

Advertisements

One thought on “Ono…

  1. Świetne zestawienie filmu z książką. „Ono” czytałam jakieś pięć lat temu, niewiele już pamiętam, a że lubię bardzo Małgorzatę Szumowską, to chyba się skuszę na przypomnienie sobie fabuły, tym razem filmowo 🙂
    Miłego dnia!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s